czwartek, 11 lutego 2016

O czytaniu etykiet, wskazówki praktyczne

Trzy lokalizacje w ciagu 2 tygodni spowodowały, że trzeba było wyjsc z oswojonej strefy komfortu zakupów i jedzenia. Zaczęło się od żywienia w Kolibie na krynickiej Jaworzynie, potem były zakupy w Gorcach, a teraz zwiedzam sklepy spożywcze w Beskidzie Żywieckim. Wnioski są proste - trzeba czytać etykiety. Wszystkiego, z chlebem i chrzanem włącznie. A jak tylko się da, kupować rzeczy bez etykiet, nieprzetworzone. Takie czasy.
CHLEB

Zacznę od chleba, bo wczorajsze doświadczenie mnie mocno poruszyło. Przeczytałam skrupulatnie wszystkie nalepki i okazało się, że w chlebie poza mąką, wodą i drożdżami lub zakwasem mozna znaleźć jeszcze m.in.: płatki ziemniaczane, mąkę sojową, gluten i słód pszenny, olej rzepakowy, emulgatory, kwas askorbinowy, przeciwutleniacz, regulator kwasowosci i susz chlebowy. 
Z rosnącym niedowierzaniem brałam kolejne bochenki do ręki i... Finalnie z chleba finalnie zrezygnowałam. Kupiłam bułkę - nie miała etykiety... Dziś w innym sklepie udało się na szczęściem znaleźć profil o lepszym składzie, z innej piekarni. 

FRYTKI
Lubię ziemniaki w każdej postaci. Frytki rowniez, a często się zdarza, ze to jedno z niewielu dań weganskich restauracji. Ostatnio okazało się jednak, ze mrożone frytki są juz nasączone olejem (!) i warto przynajmniej poprosić o sprawdzenie, jakim. Jak trafiam na olej palmowy, rezygnuję. Słonecznikowy albo rzepakowy jest łagodniejszym wariantem.   A najlepiej wziąć ziemniaki z wody, a frytki zrobic sobie samodzielnie w piekarniku. 
MROŻONE WARZYWA
wczoraj okazało się rowniez, że i w mrożonych warzywach mozna w składzie znaleźć cukier, olej i wzmacniacz smaku (mieszanka Iglotexu z ziemniakami). Zatem i przy tym produkcje warto uważnie przeczytać skład.
CHRZAN, BARSZCZ CZERWONY
O tych 2 produktach już kiedys pisałam.  Krakusa należy omijać szerokim łukiem (porcja chemii i serwatka w bonusie), znacznie lepszy jest Hortex. Co do chrzanu to jest z nim jak z cukrem, czyli  zawartość chrzanu w Chrzanie moze byc poniżej 40%. Wniosek ten sam - trzeba  czytać skład.
I na koniec MASŁO ORZECHOWE
Masło orzechowe dość niedawno wkroczyło do mojej kuchni. Szybko nauczyłam się też, zeby starannie wybierać słoiczki i marki, bo zawartość (% orzechów ziemnych, sól, cukier, olej palmowy, inne oleje ) może się znacznie od siebie różnic. Na zdjęciu dla porównania Primavika i Felix. Jak na razie wsrod produktów dostępnych w zwykłym sklepie zdecydowanie wygrywa Primavika.


Podsumowując, olej palmowy i syrop glukozowy powodują, ze produkt zostawiam na polce, cukier i sól wzbudza moją czujność, a wszelkich emulgatorow i polepszaczy unikam radykalnie. O składnikach pochodzenia zwierzęcego (mleko w proszku i serwatka jako najczęstsze dodatki "do wszystkiego", żelatyna) nawet nie wspominam jako weganka. I cieszę się, że w składzie kaszy nadal jest tylko kasza.

Jutro czas na bieganie i kiszone ogórki ;-)



czwartek, 4 lutego 2016

Weganin w górach

Cóż, łatwo nie jest... Choc oczywiście jest "łatwiej niż myślisz" i tej dewizy z radoscią się trzymam.

...
Jaworzyna Krynicka, odsłona pierwsza:
Na szczycie, gdzie mieszkamy w Kolibie Krynickiej, są 4 restauracje łącznie z naszą. Wszystkie mają nieomal identyczne menu: dużo mięsa "bo to po góralsku", moskole, placki ziemniaczane, frytki, naleśniki, rosół, pomidorowa, kwaśnica, pizza, rydze na maśle, śledź. Po kilku krótkich rozmowach mam ogląd sytuacji:
- w plackach ziemniaczanych jest jajko i byc musi, bo "mamy takie gotowe, mrożone"
- w cieście na pizzę jest mleko (przepraszam znajomych Włochów;-)
- frytki są tez mrożone, we fryturze z olejem palmowym
- gotowanych ziemniaków nie ma, tylko opiekane, we fryturze, bo wygodniej 
- w Moskalu jajko i tez jest mrożony gotowy 
- wszystkie zupy w menu na mięsie
- naleśniki z gotowej mieszanki robionej na cały dzień, w składzie jajka i mleko, wiadomo
- na śniadanie parowki, jajecznica, kulki czekoladowe i dżemy z plastiku. Ogórek i pomidor
Szału nie ma... 


Odsłona druga, zaprzyjaźniamy się:
Przy kolejnym podejściu analizuję kartę od strony składników i uzupełniam wiedzę z pomocą przesympatycznej kelnerki. Jest marchewka, ale tylko gotowa tarta, do sałatki. Z innych warzyw jest cebula, pomidor, ogórek, papryka. I rydze. I pieczarki. Kiszona kapusta i kiszone ogórki. Ziemniaki ew mozna upiec w całości i podać bez sera. Pytam szefową o jakąś kaszę na śniadanie. "A pewnie, ni mo sprawy, sie zrobi!"

Odsłona trzecia, jemy:
Duszone rydze da się zrobic na oleju. Da się też udusić pieczarki, choc są do pizzy. Nawet paprykę mozna dołożyć, choc w sumie jest do dekoracji. I cebule, choc ta przewidziana do śledzia. Kasza gryczana jest juz codziennie na śniadanie w wielkiej misie, bo znaleźli się liczni chetni. Jutro ma byc jęczmienna, zeby była odmiana. Surówka podana bez śmietany i majonezu, uff. Z bagaży naszej ekipy na stole pojawia się coraz wiecej produktów: mleka roslinne, bakaie, siemie lniane, granat, nawet awokado. Mam jeszcze 2 grejfruty i cynamon. Jest dobrze. 

Odsłona czwarta, Zielony Domek:
Zmachana i mokra po trzykrotnym lądowaniu w kałuży z warstwą lodu zbiegam z Jaworzyny. Zimno, więc kusi myśl o herbacie. Bez przekonania po doświadczeniach na szczycie pytam o warzywa. Tu na szczęście są dostępne, znacznie łatwiejsza logistyka zakupów robi swoje. Chcąc uniknąć bezbarwnych rozgotowanych "warzyw z wody" kontrolnie proszę o wariant lekko podduszony z czosnkiem i ziołami. Kelner trzy razy przychodzi się dopytać, a bezradna mina nie wróży dobrze. Chcę jeszcze jakies węglowodany, ale macham w końcu ręką, bo pewnie i tak tylko "we fryturze". I przychodzi zaskoczenie - po kilkunastu minutach dostaję pełen talerz pysznych, wyrazistych w smaku warzyw, zgrabnie ułożonych wokol ryżu z ziółkami i świeżą gałązką kolendy i pietruszki. Rewelacja! Zdecydowanie 10 pkt - i za smak i za wygląd. Pomimo bardzo eleganckiego wystroju restauracji cena przyjazna  - za danie, herbatę i espresso płacę 30 zł. Warto zapamietać to miejsce.

Odsłona czwarta, sami swoi:
Schronisko PTTK Bacówka pod Wierchomlą. Przed wejściem napis "zdrowa kuchnia". W nogach 28 km, wiec byłam nawet gotowa na frytki... "Zupa weganska ? Tak, mamy, 2 rodzaje. Oczywiście że nie na mięsie i bez śmietany. Wczoraj był krem brokulowy, dzis pomidorowa, a jutro bedzie marchewkowa." Za Pauliną widać garnek z prawdziwymi właśnie obieranymi ziemniakami, jak miło... Włącza się Zofia - "my tu mamy punkt dla biegaczy podczas Biegu 7 Dolin, super impreza, herbatę wystawiamy dla wszystkich. A kuchnia zdrowa, swojska, sami wszystko robimy."

Pomidorowa była pyszna, marchewkowa następnego dnia rowniez, bo oczywiste przybieglam sprawdzić. Na schodach leżał pies, na moich kolanach kot, a ja po raz kolejny uwierzyłam, ze jest łatwiej niz myślisz, a kto szuka ten znajdzie...

PS Dziś na kolacje do puli warzyw na moim talerzu kucharz dorzucił mi kukurydzę. Jest dobrze.







poniedziałek, 1 lutego 2016

Wielka cisza i nie-bezpieczeństwo



Za mną kolejny dzien cudownego samotnego górskiego biegania. Od rana sypał śnieg, zawiewało wiatrem, a w dolnych partiach ścieżki były solidnie oblodzone. Wielka biel, absolutna cisza, przerywana wiatrem na otwartej przestrzeni, a z żywych istot zające i 2 sarny. Czerwony szlak lokalny od Pusty Wielkiej do Wierchomli uwiódł mnie całkowicie...

Równocześnie z tymi zachwytami samotnością, samodzielnością i zmaganiom z lodem pojawiła się w mojej głowie myśl: a co gdyby...? Gdybym jednak wywinęła orła i złamała nogę? Zgubiła trasę..? Nie dotarła przed zmierzchem..? Czy jestem przygotowana? Czy zrobiłam co w mojej mocy i wiedzy, aby to radosne bieganie było też bieganiem bezpiecznym ? I tsk powstała poniższa lista, z której mam zamiar korzystać. A jeśli jeszcze komuś się przyda, bardzo się ucieszę.


Komunikacja:
- telefon naładowany, wyłączone zbędne aplikacje, ew wyłączony transfer danych 
- zainstalowana i włączona aplikacja "pomoc w górach"
- wpisany do telefonu numer GOPR
- przekazane info, o kierunku wybiegania  
-  Powerbank naładowany i z kablem do telefonu 
- ładowarka do telefonu do wykorzystania np w schronisku
- załadowana mapa na aplikacji Google 
- zafoliowana aktualna mapa okolic ze szlakami, przestudiowana przed startem
- naładowany zegarek z wyłączonymi aplikacjami zzerajacymi baterię (pomiar tętna, podświetlenie) i ustawionymi parametrami (taktowanie, zapis)

 
Ubranie:
- koniecznie warstwowe i łatwe do zdejmowania/zakładania 
- nieprzemakalna oddychająca kurtka z kapturem
- rezerwowa ciepła warstwa w plecaku  
- stuptuty
- rękawiczki (ew zapasowe dla marznących jak ja)
- foliowy płaszcz przeciwdeszczowy na wariant extreme 

Inne:
- folia NRC
- czołówka sprawdzona przed startem 
- jedzenie: rodzynki, czekolada gorzka, Cola, żel, batonik
- gotówka
- dowód osobisty 



niedziela, 31 stycznia 2016

Pochwała mapy


Samotne bieganie w górach wymaga uważności. Liczy się wybór trasy, pora zachodu słońca, wyposażenie w plecaku, kilometraż i przewyższenia do zrobienia. I mapa, którą zwykle omijam łukiem. 
Zawsze był jakiś dobry powód, zeby się z nią nie zaprzyjaźniać - dobrze  oznaczona trasa zawodow albo ktoś obok, kto mówił, w którym kierunku jest dom. Ten tydzień jest jednak inny. Biegam samotnie, szlaków i ścieżek do wyboru mam mnóstwo, a jedyne ograniczenie to powrót przed zmrokiem i mierzenie się z własnym lękiem. A jeśli coś pomylę? A jeśli się zgubię..? A jeśli skręcę kostkę..? A jeśli rozwalę sobie głowę przy kolejnymi upadku..?
Wiec jednak mapa, wspomienie z krynickiego festiwalu 2013. Pełna tajemniczych znaczków, które zaczęły dzis rowniez dla mnie nabierać znaczenia. Ścieżka. Szlak PTTK. Szlak lokalny. Przełęcz. Rozwidlenie tras. Zaczyna mi się podobać. Niezależność.

Poza kiełkującą przyjaźnią z mapą z dzisiejszego dnia zapamiętam jeszcze niesamowita ślizgawica. Trasa Jaworzyna Krynicka - Czarny potok - Jaworzyna była pokryta równa grubą warstwą gładkiego lodu, na której lepiej sprawdziłyby się łyżwy niz buty biegowe
Pierwszy taz czule myślalam o kolcach na buty, bo 10 km biegania po lodzie naprawde potrafi zmęczyć. Liczba upadków, które zaliczyłam była imponująca, w tym takie na klatę, z  podziwianiem buków od samiutkich korzeni... 
Na szczęście trasa popołudniowa na zachodnim zboczu (szlak czerwony, szlak czarny lokalny) była znacznie bardziej łaskawa, a przy tym niezwykle malownicza. Mogłam podziwiać powykrzywiane niezwykle bukowe pnie (twarz górskiego diabełka, widziałam !) i wyłaniające się z mgieł szczyty bez rozpaczliwego wypatrywania przez wolnego od lodu skrawka. 
Swoją drogąna czarnym szlaku nie spotkałam  żywej duszy, za to trafiłam  na tlące się ognisko i kołującego nad nim i  domkiem obok ptaka.  Moja wyobraźnia miała cudny żer...
A teraz, juz oswojona z zerkaniem na mapę przy każdym rozwidleniu, czekam na nowy dzien. 

sobota, 30 stycznia 2016

Jaworzyna Krynicka i Grand Canaria

Wieje. Wieje potężnie, a odgłosy łopoczącego blaszanego dachu Koliby na Jaworzynie Krynickiej podkreślają wrażenie potężnej wichury. W  pakiecie z wiatrem jest solidna mgła, wiec z nadzieją, choć bez dużego przekonania patrzę na prognozę. W głowie zabawne rozdwojenie miedzy myślą o czekającym mnie jutro zimnie a upałem za miesiąc na trasie Transgrandcanaria. Zwykle nie czytam opisow trasy przed startem, ale tym razem juz wiem od Bartka Treli, ze łatwo nie bedzie. Skręcone kostki, połamane nogi... Trzeba będzie uważać podwójnie. 
Wczoraj zrobiłam półgodzinny trening na schodach, a dzis czuję, jak bardzo bolą mnie łydki. Nie jest to najlepsza zapowiedź przed startem, choc na szczęście na trasie ultra jest paradoksalnie spokojniej niz podczas treningu. Tam mam świadomość, że kilometrow do biegania mi nie zabraknie i nie ma co się zarzynać. Powoli i do przodu.
Przede mną tydzień biegania w górach - chyba pierwszy raz w życiu mam takie szczęście, czas i możliwość. Chcę dobrze wykorzystać ten czas, aby - mając jeszcze miesiąc - przygotować się do tego startu najlepiej jak potrafię. Cel - pokonać 125 km i prawie 8000 m pod górę z przyjemnością i w limicie. Taki jest plan. Na początek.
Transgrandcanaria to pierwszy bieg z serii Ultra Trail World Tour, z którym się zmierzę. W planach 11 biegów na całym świecie, trudnych, ciekawych, ważnych. Każdy troche inny, ale wszędzie ci sami ludzie z błyskiem w oku. Kochający gory, wysiłek, gotowi mierzyć sie z własnym ciałem i - przede wszystkim - z własną głową. Rozmowy o schodzących paznokciach, bolu mięsni, palącym słońcu lub przejmującym zimnie. A jednocześnie z regularnością wracający na trasę, uzależnieni, szukając ciagle nowych wyzwań. Jestem wsrod nich od dość niedawna i z radoscia obserwuję, jak powiększa się krąg szalonych ultrasów. Jeszcze wczoraj z podziwem patrzyli na tych kończących "setkę", a dzis juz sami maja kilka na koncie. Przekraczanie barier, przesuwanie granic. Ciało ludzkie jest zadziwiające mocne, trzeba tylko dac mu szansę.
"Niech Pani zrezygnuje z tego tanga i jazdy konnej. O bieganiu tez moze Pani zapomnieć. Lata lecą " - ta scena wraca często w mojej pamięci. Cale szczęście, że wierzyłam w wyrok ortopedy tak mniej wiecej do drzwi gabinetu.

(Zdj z Krynicy po 36 km, 2013, 2. moj start w górach).
Wychodząc z przychodni juz wiedziałam, ze nie zrezygnuję, o nie. Dzis, po zmianie diety i przebiegnięciu kilkunastu maratonow i Ultramaratonow w 3 lata dalej mnie "niesie". 
Niech niesie. Z tym wiatrem, co szaleje nad Jaworzyną.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Syrop glukozowo-fruktozowy? O nie!!! Ogłaszam krucjatę!

Syrop glukozowo-fruktozowy? O nie!!! Ogłaszam krucjatę!

Ale po kolei... Mam tę przyjemność, że współorganizuję bieg "Zabiegana Mama" czyli kolejną edycję BIEG OdWAŻ SIĘ być zdrowym na Narodowym. Bieg jest częścią projektu Instytut Matki i Dziecka profilaktyki otyłości wśród dzieci. Temat poważny, więc zanurzyłam się w dostępne na stronie Fundacji materiały. Konkluzja? Statystycznie rzecz biorąc jest FATALNIE! Jako społeczeństwo otłuszczamy się z każdym rokiem, padając ofiarą reklam, pogoni za zyskiem koncernów spożywczych oraz własnej słabości. Niestety najbardziej tą ofiarą padają właśnie dzieci, które nagradzamy lub uciszamy słodyczami, budując w nich przywiązanie od słodkiego lub tłustego. a najlepiej i słodkiego, i tłustego naraz. Efekt jest taki, że zamieram czasami, widząc dzieci, dziewczynki i dziewczyny, chłopczyków i chłopaków, wychodzących ze szkoły obok (chciałam napisać "wybiegających", ale oni rzadko biegają). Są... grubi, tłuści, z wylewającymi się brzuchami i brzuszkami, z fałdami nad talią. I proszę mi nie mówić o akceptacji i tolerancji, o nie! Po pierwsze, to nie "natura", tylko przemysł spożywczy, po drugie to zapowiedź całego pakietu przyszłych chorób. 
Zgłębiając dalej prezentacje (przyczyny, analizy, statystyki, zmiany społeczne etc) cały czas miałam w głowie, że te bardzo nieliczne grubsze dzieciaki, które pamiętam z własnego dzieciństwa, były grubsze tak jakoś.. równo, a te na zdjęciach i na ulicy wyglądają inaczej. i tu dochodzimy do tematu nieszczęsnego syropu glukozowo-fruktozowego, który zdaje się odpowiadać w duzej mierze za ten efekt. O nie, nie zgadzam się! Nie chcę, żeby nam sie kraj zamerykanizował pod tym względem! Veto!
Drogie Mamy, mam kilka pomocnych sugestii, dzielcie się też proszę swoimi:
- czytajcie etykiety i nie kupujcie jako zasadę NICZEGO, co ma syrop g-f
- nauczcie czytać etykiety Wasze dzieci, żeby ich reakcja była taka sama
- same też nie sięgajcie po takie produkty. Niech wpadną do kategorii "dekoracje półki sklepowej i nabijacz kasy producenta" (syrop jest bardzo, bardzo tani), a nie do Waszego koszyka
- biegajcie, pływajcie, spacerujcie, chodźcie po górach, niech dzieci biorą Was przykład, zamiast jako nastolatki lansowac się tekstem "2 km?! padłbym trupem!"
- nie nagradzajcie i nie uciszajcie dzieci słodyczami. To je skutecznie uzależnia na poziomie skojarzenia "słodycze to coś pożądanego, w nagrodę". Można w zamian kupić pyszne świeże owoce lub...
- róbcie wspólnie słodycze w domu. Lody, ciasta, sałatki owocowe, musy, koktajle - to wszystko jest proste i tańsze niż kupienie gotowych, sztucznych produktów. Z radością bedę sie dzielić przepisami i pomysłami, to jest naprawdę w zasięgu ręki i 5 min pracy.
Powodzenia w codzienności!
I taka refleksja na koniec - w Odessie nie było (jeszcze) grubych dzieci...






czwartek, 4 czerwca 2015

Po Rzeźniku ULTRA

Po Rzeźniku ULTRA

Kilka refleksji na świeżo po przebiegnięciu pierwszej edycji Rzeźnika Ultra. Moim zdaniem fajnie, że powstał taki wymagający bieg jako uzupełnienie pozostałych "rzeźnickich" atrakcji.

1. Trasa była dość trudna (długie podejścia/strome zbiegi) i taka właśnie miała być.
2. Limit był krotki, od początku znany i.. bardzo dobrze. Miałam jasność, ze (prawie) nie mam szans ukończyć pełnego dystansu i nawet z setką będzie trudno w limicie.  Nie przeszkodziło mi to pobiec dla własnej satysfakcji.

3. Woda i punkty - miało nie być jedzenia i nic poza wodą, a było. Ja się cieszę. Brak wody przez pierwsze 50 km, na które sporo osób narzekało - cóż, od tego mamy plecaki, a bieg nazywa się ultra i jest "wymagających dla wymagających".
4. Pogoda - idealna!
5. Ryż z jabłkami - wyśmienity! Zupa pomidorowa - pyszności, zwłaszcza trzecia dokładka ;-)


Co bym zmieniła:
1. Warto wprowadzić biegi kwalifikacyjne, żeby było mniej rozgoryczeń i zaskoczeń.
2. Skoro do ostatniej chwili były zmiany trasy, przydałaby się najprostsza choć mapka/ spis trasy dla każdego (ja zrobiłam sobie zdjęcie mapy wyłożonej w Biurze Zawodów, polecam)
3. Oznakowanie: dla mnie było wystarczające, a przypomnę, że zmysł orientacji mam średnio rozwinięty wink emoticon


3. Zlikwidowane punkty kontrolne z wodą: podobno były takie, ja nie zauważyłam, bo byłam słabo przygotowana merytorycznie;-)  Jak ktoś się jednak spodziewał ich tam, gdzie były w planie, mógł być nieco zaskoczony. Przydałaby się osoba, która by o tym w miejscu punktu informowała, żeby ludzie nie szukali z nadzieją na wodę lub z  poczucia konieczności zameldowania się na punkcie kontrolnym.
4. Tempo zmian decyzji, przedłużanie limitów w ostatniej chwili: cóż, wynikały jak się domyślam z chęci pójścia na rękę biegnącym. Bywa, choć rozumiem irytację niektórych uczestników, do których te informacje dotarły z opóźnieniem. Życie.

5. Racuchy jako jedzenie: "Pan chwilkę poczeka, właśnie się świeże smażą"...;-) Chyba niekoniecznie...Pomijając, że jako weganka racuchami była niezainteresowana, to i tak opcja czekania w trakcie zawodów pewnie mało komu się uśmiechała. Smażone racuchy też słabo sie trawią w biegu...Pomia Pmiwink emoticon Myślę

Generalnie - było SUPER, polecam i chętnie zmierzę się z dystansem limitem za rok.

A teraz przygotowania przed Rzeźnikem, start już za ca 15 h 

smile emoticon